Historia Saszan
"Jestem na twitterze już parę dobrych lat i codziennie obserwuje setki z Was. Jesteście z większości młodsze/młodsi ode mnie, ale to nie ma większego znaczenia. Codziennie widzę setki tweetów o tym jak siebie nienawidzicie, jak chcielibyście być kimś innym... Czasami piszecie nawet o śmierci. "Days clean" w nazwach to chyba jednak to co boli mnje najbardziej. Nieważne czy wpadłam na Twoje konto, bo akurat postanowiłeś mnie skrytykować... Nieważne. Nie kryję w sobie żadnych negatywnych emocji do Was, mimo, że czasem nieźle dajecie mi popalić. Ale może przejdźmy do rzeczy. Gdy miałam 16/17 lat i poszłam do liceum wpadłam w depresję. Przytyłam 10kg, ubierałam się w wielkie tshirty i swetry żeby jakoś zatuszować to jak wyglądam. Nie miałam w szkole znajomych, bo wszyscy się tam znali, ja byłam z małego miasta pod Warszawą. Strasznie przytłoczyła mnie ta zmiana otoczenia. Zaczęłam w tym czasie słuchać Justina. W szkole gnębili mnie za to, codziennie wyśmiewali, nie dawali dojść do słowa, bo przecież "Ty słuchasz Biebera, co Ty masz do powiedzenia"... A ja codziennie wracałam do domu i płakałam w pokoju. Gdy mówiłam swojej najlepszej przyjaciołce, że żyć mi się nie chce i siebie nienawidzę pukała się w głowę. Przejście przez korytarz to było dla mnie jakieś piekło. Chciałam sie tylko zaszyc gdzies w kącie, zeby nikt na mnie nie patrzyl. Ale mialam zawsze w glebi duszy marzenia. O spiewaniu. Bylam tu na twitterze, z Wami, duzo pisalismy, pomagaliscie mi. Zaczelam robić czaty na "twitcamach", spiewalam tam, niektorym sie podobalo i zajrzeli na moje konto na youtubie na ktorym wstawialam swoje covery. Nie balam sie tego co powiedzą ludzie w internecie. Balam sie ludzi w realu. I to wlasnie Ci ranili najbardziej. Wysmiewali to, a jedna z kolezanek zostawila komentarz "Hahah no tak, zeby przypadkiem wytwornia nie zapukala do Twoich drzwi hahah"... W szkole klasa wytykala mnie palcami jeszcze bardziej. Ale szlam do przodu. O dziwo powstali tu na tt w 2011 roku Saszanators, ktorzy pomagali mi i motywowali do dalszych coverow. Pewnego dnia poczulam ze dosyc tej szarej mychy, nie chce taka byc. Przefarbowalam wlosy, zmienilam styl. Zaczelam wygladac tak jak chce, moze i kiczowato, zbyt kolorowo, ale bez myslenia o tym co inni pomysla i czy to na pewno stosowne. Mialam przez to problemy z nauczycielami, patrzyli na mnie jak na dziwoląga. Ale przeszlam przez to i po 3 latach dostalam propozycje od mojego obecnego menadzera. Tak wiem, ze wielu wydaje sie ze wszystko bylo pstryk i swiatlo, a ja nigdy nie plakalam i nigdy nie mialam punktow zalamania. Mialam, bo tez jestem czlowiekiem. Teraz mam 20 lat i robie to co kocham. I chcialabym, zebyscie Wy wszyscy tez zawsze byli silni. Prosze nie samookaleczajcie się. Macie kilkanascie lat i przysiegam Wam, ze to najlepszy okres w Naszym zyciu. Wiem, ze jest ciezko, problemy w domu, rodzice, szkola. Ale prosze. Nie sprawiajcie sobie bólu. Bo czy wazymy 100kg czy 40 to nikt z nas nie zasluzyl na cierpienie. Ludzie z zewnatrz nie rozumieją, ja wiem. Ale ja rozumiem i prosze Was wszystkich: robcie to co kochacie, niewazne czy tanczycie, spiewacie, malujecie czy po prostu chcecie dobrze zdac jakies egzaminy. Nie zwazajcie na ludzi wokol, bo oni zawsze ranią. Swoją ręką pokazcie im srodkowy palec, a nie rany. Warto. Buziaki"
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz